pusta
odbija się ode mnie
we mnie
to małe
żółte jajeczko
szklana kuleczka
słoneczko
krzywa
nieprostowana
cierpię od rana
do kolejnego
wydarta Bogu
rozorana wstrętem
zatapiana
poza zasięgiem
Morse'a
Braille'a
oczu
brak mi ciepłej gliny wnętrza
soli dotyku ocierającego się o dotyk
wąskich szpar zmarszczek wypełnianych potem
brak rąk rozdzielających na pół prawą komorę
od lewej
serce od rozumu
wnętrze od zewnętrza
ciepło z tęsknoty za słodzikiem krwi
za literą wypisaną krótko czarną na papierze
za najpiękniejszym
słowami niewypowiedzianymi
bo wiedzieliśmy je oboje
a ja wciąż pusta
bez sensu
bez puenty
bezrozumna
zaplatałam warkocze dziewczynka