matrioszki
mimozy
marmur
marcepan
marcepanowy kochanek z marmuru
oczy zmrużywszy
przyglądał się jak ściągasz majtki
w innym śnie
wyśnionym w śnieżną chmurną noc
szeptem wydrapałaś mu na powiekach
swoją
miłość miłość miłość
a może to nie to
pytałaś uderzając w pudło z duszą
wiolonczele mają oczy i odbierają dotyk
i oddają czułość poczwórnie poczwórnie
pójdźcie za mną a uczynię was rybakami ludzi
słuchaliście
o tak w tym jesteście podobni
chcecie łowić ludzi i zbawiać świat i
wyście poznali i uwierzyli tej Miłości
chcecie kłamać sobie o zieleniejącej wiośnie
o jesieni wygranej na drutach kolczastych
na strzykawkach agrafkach młotkach
mimoza chowa się za firanką
kiedy kluczysz po pokoiku z dłońmi na czole
na oczach na piersi na sercu
okna zaciemnione węglem
znałaś tę piosenkę dawno temu
nie patrzy ci w oczy gdy mijacie się
mijacie się ze zgodą
za zgodą się nie kochacie
za zgodą się nie nienawidzicie
taki piękny świat