przez palce zlepione ze smolistej jak na te tereny wręcz nieprzyzwoicie smolistej
gliny
no więc
przez te palce gliniane tak pięknie po ludzku
przesypywał mu się czas: ziarenko jedno po drugim
(pierwsze - patrz. szare, po prostu szare, żadne błyszczące
czy z ukrytą głębią, zwykły kawałek najzwyklejszej skały)
już nie miał w oczach paniki ani niezrozumienia (chociaż, owszem,
nie rozumiał, a l e)
tylko czułość granicząca ze ślicznym bólem (jak to?, pytasz, ból
może być tylko nagi nagi i śliski. prawda.)
tak wiele dni, tak wiele nocy
przy woskowiejącej skórze, przy.glądając się oczom puściejszym,
przy.bliżając wierzch dłoni do zimnych gorących skroni,
przy.patrując się mgiełce ostatniej, jak wychodzi spomiędzy warg
oczywiście był uparty
zbyt ambitny mimo wszystko o tak
za mało wyhodował cierpliwości
ale to inna historia
bo w tej opowieści liczy się, że ziarenko za ziarenkiem
spadało głęboko na dno jego kośćca, miał szarosrebrny piasek
w szpiku, w szkliwie, w sercu wreszcie też - serce miał z białego kamienia
koniec koniec
nie wiem, co jeszcze należy dodać
nie ma końca
bez końca
ta siateczka
zmarszczek
patrz patrz patrz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz