Nic więcej ponad to co jest a i tak za mało!
Wiecie co, Światy Ukryte i Cuda Niedostępne?
Łaknę perwersji!
Las kołysał się pod batutę wiatru.
Jak pięknie. Szum snuł magiczną opowieść...
Nigdy nikt nie kochał tak żałośnie i moco,
jak dwoje młodych dzieci
Waria i Gideo.
Ich miłość ze snów prosto
została spisana
tak własna.
Krążyły nad nimi smutne matek oczy
i płonął gniewny głos ojców
na próżno.
Pod niebem zeszarzałym gniewnie
z gąłązkami ostu biegali
całkiem boso.
Waria wplatała zboże złociste
we włosy swoje płowe
ze złością.
Gideo pola ciął łukiem biegu,
zapamiętały w szaleństwie
bladł tylko.
I byli sobie sami przyjaźnią
i wrzosami czułości
i trwogą.
Kąpali się w rosie i deszczu,
płakali za zmarłą krową,
orali rzekę.
Gdy nadszedł czas umierania,
spojeni w cichym dudnieniu,
lęk czuli.
Waria patrzyła tępo na stosy,
ręką macała pręty.
Gideo tulił.
Kruki i kawka rozpoczynały smętne pieśni.
Drzewo dziecięcej furii
pochylało się ciężko.
A raz słońce spóźniało się z wstaniem
i żal rozkołysał serce.
Usnęła.
Gideo się zbudził z ręką na jej brzuchu,
a biała Waria wciąż spała.
Bo ciemno.
Spali więc oboje z naiwną ufnością
i dzikim wrzaskiem dziecka,
spali mocno.
Sama nie wiem, co jest prawdą w opowieściach lasu. Bo las, on mnie perfidnie przeciąga na stronę ciszy i bezwstydu. Niby dobrze. Lubię ciszę. Ale nie milczenie. A tu, ten las chce, bym milkła. Sam bezwstyd jest nawet kuszący. Jednak chyba wolę łaknienie. I muskanie samo. O tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz