A czasem sam nie wiem
jak mówić o tobie
gdy patrzę jak płoniesz
chcę zgasnąć i odejść
I czasem już nie wiem
jak ginąć pokornie
gdy widzę korale
potu krwi i łez
A bywa że wątpię
zasysam płomienie
i trwam bezrozumny
czekając zbawienia
I czasem sam nie wiem
skąd ciebie przywiało
w jak mrocznej godzinie
cię zmyślić zechciało
I co co to było
co duszę wykradło
co serce stopiło
na czerwień i cień
I czasem już nie wiem
jak ginąć wymownie
jak znów pięknie krwiście
przetopić się w brąz
A bywa że widzę
jak sapiesz pokornie
i splatasz ramiona
w formę moich rąk
I tlę się nieładnie
zatapiam spojrzenie
w wyraźnym-nijakim
znamieniu twych mąk
Gdy patrzę co widzę
jak złota soczewka
I śmiejesz się płaczesz
drżysz tak jak konewka
A czasem sam nie wiem
jak klęczeć przy tobie
jak usta usypiać
nieskładnie na raz
I patrzę niepewnie
w twych oczu bezniebie
w przebłękit lazuru
i koralowy gąszcz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz