niedziela, 11 października 2015

mimoza

matrioszki
mimozy
marmur
marcepan

marcepanowy kochanek z marmuru
oczy zmrużywszy
przyglądał się jak ściągasz majtki

w innym śnie
wyśnionym w śnieżną chmurną noc
szeptem wydrapałaś mu na powiekach
swoją
miłość miłość miłość
a może to nie to
pytałaś uderzając w pudło z duszą
wiolonczele mają oczy i odbierają dotyk
i oddają czułość poczwórnie poczwórnie

pójdźcie za mną a uczynię was rybakami ludzi
słuchaliście
o tak w tym jesteście podobni
chcecie łowić ludzi i zbawiać świat i
wyście poznali i uwierzyli tej Miłości

chcecie kłamać sobie o zieleniejącej wiośnie
o jesieni wygranej na drutach kolczastych
na strzykawkach agrafkach młotkach

mimoza chowa się za firanką
kiedy kluczysz po pokoiku z dłońmi na czole
        na oczach na piersi na sercu
okna zaciemnione węglem
znałaś tę piosenkę dawno temu

nie patrzy ci w oczy gdy mijacie się
mijacie się ze zgodą
za zgodą się nie kochacie

za zgodą się nie nienawidzicie
taki piękny świat

piątek, 11 września 2015

kkkk

przez palce zlepione ze smolistej jak na te tereny wręcz nieprzyzwoicie smolistej
gliny
no więc
przez te palce gliniane tak pięknie po ludzku
przesypywał mu się czas: ziarenko jedno po drugim
(pierwsze - patrz. szare, po prostu szare, żadne błyszczące
czy z ukrytą głębią, zwykły kawałek najzwyklejszej skały)

już nie miał w oczach paniki ani niezrozumienia (chociaż, owszem,
nie rozumiał, a l e)
tylko czułość granicząca ze ślicznym bólem (jak to?, pytasz, ból
może być tylko nagi nagi i śliski. prawda.)

tak wiele dni, tak wiele nocy
przy woskowiejącej skórze, przy.glądając się oczom puściejszym,
przy.bliżając wierzch dłoni do zimnych gorących skroni,
przy.patrując się mgiełce ostatniej, jak wychodzi spomiędzy warg

oczywiście był uparty
zbyt ambitny mimo wszystko o tak
za mało wyhodował cierpliwości
ale to inna historia

bo w tej opowieści liczy się, że ziarenko za ziarenkiem
spadało głęboko na dno jego kośćca, miał szarosrebrny piasek
w szpiku, w szkliwie, w sercu wreszcie też - serce miał z białego kamienia

koniec koniec
nie wiem, co jeszcze należy dodać
nie ma końca
bez końca
ta siateczka
zmarszczek
patrz patrz patrz








sobota, 18 kwietnia 2015

v

patrzę ostatnio tylko i patrzę
jak się wtapiasz w horyzont
a twoja twarz oczy usta
porowacieją
i jedynie dłonie zostają wolne
- chociaż poznaczone jak cała ty -
wolne od smutku
a może i on na nich
ale
ja tam przede wszystkim odnajduję
najcieplejsze szepty twoje
radość ze słońca
i śmianie się do słońca
i głośny dobry głęboki wdech i wydech

a
może

znasz opowieści, znasz ich wiele i więcej niż myślę pewnie ich znasz
a
te tylko twoje
tak w cichości swojej o nich myślę
i płakałabym
gdyby moje łzy miały jakąśtam wartość

i umierasz pomału
bardziej od nas wszystkich
a ja tylko się martwię i martwię o ciebie
i jestem cholerną egoistką prawda?

śnij o dobrych pięknych rzeczach
otwieraj dłonie
nie bój się jeszcze
bądź zawsze dzielna

chociaż tyle mogę
przypominać ci
że warto


poniedziałek, 28 lipca 2014

x

sm

   u

t e  k




wtorek, 10 grudnia 2013

Piosenka

A czasem sam nie wiem
jak mówić o tobie
gdy patrzę jak płoniesz
chcę zgasnąć i odejść

I czasem już nie wiem
jak ginąć pokornie
gdy widzę korale
potu krwi i łez

A bywa że wątpię
zasysam płomienie
i trwam bezrozumny
czekając zbawienia

I czasem sam nie wiem
skąd ciebie przywiało
w jak mrocznej godzinie
cię zmyślić zechciało

I co co to było
co duszę wykradło
co serce stopiło
na czerwień i cień

I czasem już nie wiem
jak ginąć wymownie
jak znów pięknie krwiście
przetopić się w brąz

A bywa że widzę
jak sapiesz pokornie
i splatasz ramiona
w formę moich rąk

I tlę się nieładnie
zatapiam spojrzenie
w wyraźnym-nijakim
znamieniu twych mąk

Gdy patrzę co widzę
jak złota soczewka
I śmiejesz się płaczesz
drżysz tak jak konewka

A czasem sam nie wiem
jak klęczeć przy tobie
jak usta usypiać
nieskładnie na raz

I patrzę niepewnie
w twych oczu bezniebie
w przebłękit lazuru
i koralowy gąszcz

wtorek, 3 grudnia 2013

no cóż

tak bardzo mocniej
niż wiesz
po wymyśleniu liczb dla świata

chciałabym szybko tworzyć słowa
i opisywać i oddawać i pieścić nimi piękno
wszystkiego
doprawdy chodź no
i tak upływały mi dni

kolorowy jak czarna woalka krwi przyjaciel
mruczał kiedyś do moich małych dziecięcych uszu
historie o zbawieniu nieświadomych
a może o
zbawiennej mocy nieświadomości
cóż

tak bowiem
czy
siak zakochałam się w
poezji i nic już nie było dla mnie
wystarczająco
przesiąknięte nadzieją

bo prosto nieładnie
jaka jestem
jestem
dokładnie nie inaczej
aż tak

środa, 30 października 2013

Jakbym śmiała choćby patrzeć
ile w czyiś oczach mniej
czy więcej niż u mnie za szkłem
chłodnego jak noc cierpienia

Nie mogłabym
nie
Gdzie tam

Tylko wtapiać się bardziej
cieplej i wolniej
w korę dębu
i uciec przed światłem i słońcem na dno świata