0.
Zostawił
mnie,
bo poszedł walczyć za kraj,
którego imienia nawet nie zna;
zabijać dla tego kraju. oddychać ideą, jakoś tak.
1.
prosiłam, patrz na mnie. bliżej. mocniej, prosiłam.
zabijał, bo kraj tak chciał; mnie nigdy nie zabijał, a przecież
prosiłam.
0.
wszędzie jesteś dookoła. nieobecność wyłazi szparami,
wylewa się z kranu, mam cię jeszcze w ustach,
a na palcach ślady twoich warg. wiesz. ktoś wczoraj zapytał,
gdzie ten chłopiec, co cię głupią chciał.
-ach, mówię, zwiał na rzeź.
kiwnęli mi głową z uznaniem; mogę być dumna, że rąbiesz ludzi
na kawałki gdzieś daleko stąd.
2.
_to delikatna sprawa jest, wyjaśnia się innym, ścigani przez demony i w ogóle_
a naprawdę są demonami; monstra pożerające własne dzieci,
tak o nich mówią. krwi żądne zwyrodnienia w tkance ziemi wyrosłe.
0.
Zostawił, bo walka wydała się sensowniejsza ode mnie.
A przecież tak niedawno wspólnie wgryzaliśmy się w gardła wrogów,
spijaliśmy z ich karków sine przerażenie.
Zdychaliśmy ramię w ramię, na wpół żywi, z rozdłubywanymi ranami.
3.
ligyrophobia
0.
/ślady jego zębów/
prosiłam, dosięgnij mojej ciemnej cząstki,
sięgał więc krwi, ale nigdy nigdy dość głęboko
/ślady blakną ciemna cząstka pulsuje/
4.
urodziłeś się tchórzem, było widać po oczach
albo po sposobie, w jaki zasypiałeś tuż obok,
albo po sposobie, w jaki odciskałeś mokre blizny językiem
0.
Zostawił
mnie,
bo poszedł walczyć za kraj,
którego imienia nawet nie zna.
5.
prosiłam, patrz na mnie. nie chciał mnie zabić ani razu
w ten sposób
i w ten sposób
staliśmy się sobie obcy na potęgę.
siwookie monstra wyrosłe z tkanki zawstydzonej ziemi to
byliśmy my.
Wychodziłam wcześniej i traciłam zmysły w każdym śnie:
ślepa, głucha, zaklęta w bezruch.
On wreszcie postanowił wyjechać do obcego kraju,
zabijać dla tego kraju. oddychać ideą, jakoś tak.
0.
wszędzie jesteś dookoła. nieobecność wyłazi szparami,
wylewa się z kranu, mam cię jeszcze w ustach,
a na palcach ślady twoich warg. wiesz. ktoś wczoraj zapytał,
gdzie ten chłopiec, co miał oczy jak ze szkła.
Poszedł krzyczeć za nas oboje
krzyczeć na tych głupich, porcelanowych ludzi.
niedziela, 29 maja 2016
poniedziałek, 23 maja 2016
Dobić mnie dobić
Leżę drugą godzinę tak. Zła i zmęczona, i śpiąca. I spocona, bo u nas na poddaszu to duszno zawsze w te wiosennoletnie okazje. Ogółem: umierająca. I myślę o tych wszystkich wymówkach do powiedzenia, nigdy jeszcze tylu ludziom nie musiałam tylu aż. Męczące. Nie chce mi się bardziej niż zwykle mi się nie chce.
Próbuję oczyścić umysł z tych wymówkowych planów i myślę, o czym myśleć, żeby mieć trzy godziny sprawiedliwego snu.
O czym, no? O Drodze Mlecznej może. I że jestem małą cząstką maleńkości we Wszechświecie.
Że dom i powinnam czuć ulgę.
Ale to nie, bo po piątej mnie już w domu nie będzie. Że maj i bzy. O, może to. Jak pięknie pachniał ten przy wjeździe. Ha, ha.
O tym, że się komuś przychodzi gdzieś jak nocy majowej, nocy uśpionej w jaśminie.
Że komuś się gdzieś miło dochodzi i ten ktoś jak już zaśnie wykończony, będzie sobie bezkarnie spał do południa. Ach, lubię cieszyć się cudzymi szczęściami.
O poduszce. O tak. Chyba jednak zasnę. Poduszka, zen, Dalajlama, nindo, civediamo, muszę spakować rano koszulki na dokumenty, skarpetki kostkowe i zabrać zieloną torbę. Ach, ach.
Ciekawe, czy będzie upalne lato? Zrobimy wreszcie ognisko nad rzeką. Opalę się we Włoszech. Dożyjemy jutra. Och. Już jest jutro. Coś tu nie gra, no nie? Ech.
wtorek, 10 maja 2016
powinnam iść spać
raz widziałam, jak zasnął na krześle
i śnił o oceanach - to na pewno
(jesteś mój, nigdy nie było cię mniej dla świata, bo-
mój tylko)
otworzył oczy, to czaiły się mroki na ich dnie:
patrzył sennie-niesennie (źrenice-noce)
raz widziałam, jak odprowadzał śmierci:
tutaj, mówił cicho i spokojnie, tutaj proszę, nie ma się czego bać
(wszyscyśmy się bali)
a oni pełzli za tym jego cichym i spokojnym,
w siną pełzli noc. on im jak w walcu, na trzy, niespiesznie i lekko, ot - w takt
(raz dwa trzy i znów:
raz dwa trzy pauza)
***
[#songs_to_fuck_to - same durne piosenki z ostatnich paru lat.
nie żebyśmy mieli coś do dzisiaj w ogóle, ale do durności to już tak
raz widziałeś, jak zasnęłam na krześle
i śniłam, że nie ma zmęczenia, że śnić można wiecznie
otworzyłam oczy w twoje oczy, oczy twoje. i nie czaiło się tam nic
z pasji, złości, zasmucenia. jak nie ty
raz widziałeś, jak wychodzę śmierciom naprzeciw.
ot, w takt. raz dwa trzy raz]
[to match ur heartbeat - wpisałam.
raz widziałam, jak wstrzymujesz oddech nad uciekającym życiem.
raz widziałam, jak wstrzymujesz oddech nade mną.
okej, myślałam o twoich dłoniach, o palcach, o kciukach, o skórze za paznokciami
mojej za twoimi
okej, bywa i tak]
raz usiadł na krześle i wlepił we mnie ciemność i duchotę oczami urocznymi.
później na tym krześle zasnął. nie śnił już o oceanach.
we śnie pochylałam się nad nim i pytałam, czy to mu wystarczy
mieliśmy oboje wygórowane wymagania:
on oczekiwał cudów.
ja się cudów bałam
a na dodatek i on
i ja
ściśnięci pod płaszczem kostuchy
jak kukiełki na sznureczkach, służący
raz dwa trzy
raz widzieliśmy się wzajem w martwych jej oczyskach
wystarczyło
wystarczyło
i śnił o oceanach - to na pewno
(jesteś mój, nigdy nie było cię mniej dla świata, bo-
mój tylko)
otworzył oczy, to czaiły się mroki na ich dnie:
patrzył sennie-niesennie (źrenice-noce)
raz widziałam, jak odprowadzał śmierci:
tutaj, mówił cicho i spokojnie, tutaj proszę, nie ma się czego bać
(wszyscyśmy się bali)
a oni pełzli za tym jego cichym i spokojnym,
w siną pełzli noc. on im jak w walcu, na trzy, niespiesznie i lekko, ot - w takt
(raz dwa trzy i znów:
raz dwa trzy pauza)
***
[#songs_to_fuck_to - same durne piosenki z ostatnich paru lat.
nie żebyśmy mieli coś do dzisiaj w ogóle, ale do durności to już tak
raz widziałeś, jak zasnęłam na krześle
i śniłam, że nie ma zmęczenia, że śnić można wiecznie
otworzyłam oczy w twoje oczy, oczy twoje. i nie czaiło się tam nic
z pasji, złości, zasmucenia. jak nie ty
raz widziałeś, jak wychodzę śmierciom naprzeciw.
ot, w takt. raz dwa trzy raz]
[to match ur heartbeat - wpisałam.
raz widziałam, jak wstrzymujesz oddech nad uciekającym życiem.
raz widziałam, jak wstrzymujesz oddech nade mną.
okej, myślałam o twoich dłoniach, o palcach, o kciukach, o skórze za paznokciami
mojej za twoimi
okej, bywa i tak]
raz usiadł na krześle i wlepił we mnie ciemność i duchotę oczami urocznymi.
później na tym krześle zasnął. nie śnił już o oceanach.
we śnie pochylałam się nad nim i pytałam, czy to mu wystarczy
mieliśmy oboje wygórowane wymagania:
on oczekiwał cudów.
ja się cudów bałam
a na dodatek i on
i ja
ściśnięci pod płaszczem kostuchy
jak kukiełki na sznureczkach, służący
raz dwa trzy
raz widzieliśmy się wzajem w martwych jej oczyskach
wystarczyło
wystarczyło
poniedziałek, 30 listopada 2015
cantyousee
Jeśli nie znasz
smaku:
bólu, strachu,
rozpaczy,
to
nie przychodź do
mnie.
Jestem
/który wiecznie
płonie /
ogniem
.
Tylko wówczas
tylko wówczas
gdy
przeorany
dotarty do rdzenia
ordzewiały na
gorzko
zacierpiały
przywleczesz się
z opadającymi na
ziemię niteczkami ciała
i brakiem uśmiechu
co wreszcie nadąża
za oczami
gdy powiesz
kłamałem
albo
kochałem
albo
ucierpiałem
cierpiałem
tylko wówczas
twoje porozbijane
serce
pokleję
plasterkami
ucałuję każde
zagięcie
przetarcie rozdarcie
powiem:
Chodź do mnie, kochanie.
Chodź do mnie, kochanie.
sobota, 21 listopada 2015
IDK
LIKE I SAID
XXXXXXXxxxxxxxx\\
dlaczego dlaczego szczypią mnie oczy
nie
w sensie
że zamawiam płacz
po prostu szczypią
i takie jakieś jakby za dużo morza widziały
och
to to
no właśnie
(piękniałam usidlona przypływem
twojego spojrzenia
no jakkolwiek to brzmi
niech będzie no
j a s n o n i e b i e s k i e
falujące spienione wzburzone
morze twoich oczu
o tak)
XXXXXXXxxxxxxxx\\
dlaczego dlaczego szczypią mnie oczy
nie
w sensie
że zamawiam płacz
po prostu szczypią
i takie jakieś jakby za dużo morza widziały
och
to to
no właśnie
(piękniałam usidlona przypływem
twojego spojrzenia
no jakkolwiek to brzmi
niech będzie no
j a s n o n i e b i e s k i e
falujące spienione wzburzone
morze twoich oczu
o tak)
niedziela, 1 listopada 2015
vb
no ale jednak niczym są historie o
namiętnym utęsknieniu albo o tym jak
płakałam bezgłośnie z braku ciepła jego rąk
nawet taka baśń o zmartwychwstaniu
nadziei na żyli długo i szczęśliwie pisana dojrzalszym metrum
z małymi crescendo pośrodku i z nieprzesadą
z czułym półuśmiechem i dobijaniem głębi
nic to w o b e c
opowieści o
o czym
słów nie potrafię dobrać tak
by stworzyły właściwe zaklęcie
ani mi to trafne wyjdzie ani ładne
zero wartości zatem
a tak bym chciała musnąć coś
odrobinę chociażby
o wielkiej tej miłości do świata i do ludzi
o sercu ulepionym z dobrej pachnącej ziemi
oczach przenikających przeszywających
ze źrenicami jak studnie gdzie chcesz wpatrywać się i wpatrywać
i wpatrywać przywołując w pamięci obrazy domu
talerza parującej zupy
ciasta ugniatanego na kuchennym stole
falującej firanki
garnków w zlewie
wykrochmalonej pościeli w kwiatowy wzór
niczym są
nuty kursywy kreda deklamacje
logarytmy bromki suwmiarki kośćce
sztućce felgi melorecytacje rubiny
księgi sztabki serwery elokwencje
zdystansowania głupoty inteligencje
wszystko niczym
kiedy dotknięciem
różanopalca
nadaje dniu kształt
nie poddaje się nocy
łagodnie
namiętnym utęsknieniu albo o tym jak
płakałam bezgłośnie z braku ciepła jego rąk
nawet taka baśń o zmartwychwstaniu
nadziei na żyli długo i szczęśliwie pisana dojrzalszym metrum
z małymi crescendo pośrodku i z nieprzesadą
z czułym półuśmiechem i dobijaniem głębi
nic to w o b e c
opowieści o
o czym
słów nie potrafię dobrać tak
by stworzyły właściwe zaklęcie
ani mi to trafne wyjdzie ani ładne
zero wartości zatem
a tak bym chciała musnąć coś
odrobinę chociażby
o wielkiej tej miłości do świata i do ludzi
o sercu ulepionym z dobrej pachnącej ziemi
oczach przenikających przeszywających
ze źrenicami jak studnie gdzie chcesz wpatrywać się i wpatrywać
i wpatrywać przywołując w pamięci obrazy domu
talerza parującej zupy
ciasta ugniatanego na kuchennym stole
falującej firanki
garnków w zlewie
wykrochmalonej pościeli w kwiatowy wzór
niczym są
nuty kursywy kreda deklamacje
logarytmy bromki suwmiarki kośćce
sztućce felgi melorecytacje rubiny
księgi sztabki serwery elokwencje
zdystansowania głupoty inteligencje
wszystko niczym
kiedy dotknięciem
różanopalca
nadaje dniu kształt
nie poddaje się nocy
łagodnie
niedziela, 11 października 2015
mimoza
matrioszki
mimozy
marmur
marcepan
marcepanowy kochanek z marmuru
oczy zmrużywszy
przyglądał się jak ściągasz majtki
w innym śnie
wyśnionym w śnieżną chmurną noc
szeptem wydrapałaś mu na powiekach
swoją
miłość miłość miłość
a może to nie to
pytałaś uderzając w pudło z duszą
wiolonczele mają oczy i odbierają dotyk
i oddają czułość poczwórnie poczwórnie
pójdźcie za mną a uczynię was rybakami ludzi
słuchaliście
o tak w tym jesteście podobni
chcecie łowić ludzi i zbawiać świat i
wyście poznali i uwierzyli tej Miłości
chcecie kłamać sobie o zieleniejącej wiośnie
o jesieni wygranej na drutach kolczastych
na strzykawkach agrafkach młotkach
mimoza chowa się za firanką
kiedy kluczysz po pokoiku z dłońmi na czole
na oczach na piersi na sercu
okna zaciemnione węglem
znałaś tę piosenkę dawno temu
nie patrzy ci w oczy gdy mijacie się
mijacie się ze zgodą
za zgodą się nie kochacie
za zgodą się nie nienawidzicie
taki piękny świat
mimozy
marmur
marcepan
marcepanowy kochanek z marmuru
oczy zmrużywszy
przyglądał się jak ściągasz majtki
w innym śnie
wyśnionym w śnieżną chmurną noc
szeptem wydrapałaś mu na powiekach
swoją
miłość miłość miłość
a może to nie to
pytałaś uderzając w pudło z duszą
wiolonczele mają oczy i odbierają dotyk
i oddają czułość poczwórnie poczwórnie
pójdźcie za mną a uczynię was rybakami ludzi
słuchaliście
o tak w tym jesteście podobni
chcecie łowić ludzi i zbawiać świat i
wyście poznali i uwierzyli tej Miłości
chcecie kłamać sobie o zieleniejącej wiośnie
o jesieni wygranej na drutach kolczastych
na strzykawkach agrafkach młotkach
mimoza chowa się za firanką
kiedy kluczysz po pokoiku z dłońmi na czole
na oczach na piersi na sercu
okna zaciemnione węglem
znałaś tę piosenkę dawno temu
nie patrzy ci w oczy gdy mijacie się
mijacie się ze zgodą
za zgodą się nie kochacie
za zgodą się nie nienawidzicie
taki piękny świat
Subskrybuj:
Posty (Atom)