środa, 22 czerwca 2016

cicha noc fruwa sobie, no nie?

cicho przyfrunęła noc

alicja umiera alicja umiera

mówiłeś: nie pozwolę ci umierać.
mówiłeś, tak.

głos nocy szumi tysiącem szkwałów
przezroczysty szal utkany z księżycowych świateł 
     stał się czarną szatą mary sennej
kosiarz z kosą mknie przez bagna
rąbek płaszcza wsiąka błoto
_błoto zmieszane z krwią czy tam: krew z błotem - idk

przykładałeś ucho do serca: pieśń tętnicza

(szkiełko utkwiło pod powieką dawno temu, dawno temu)
(wciąż jednak - cię - ta pieśń tętnicza)

jedno tylko, jedno tylko
muszę zapytać wiedzieć:

mówiłeś: pójdę za tobą w n-o-c
w ciemny, zimny świat bez barw
I co? I co?

/co jest ważniejsze od ali, w tej ciszy, godzinie myśli?
koszmary? zobowiązania? zmęczenie? żal i złość?
co jest ważniejsze od ali
co może - --- - -
.co
.ważniejsze od ali?/

czwartek, 9 czerwca 2016

omgnwm_niepytaćmnie


missya, wkrótce się zobaczymy, no.

niedziela, 29 maja 2016

ligyrophobia

0.
Zostawił
mnie,
bo poszedł walczyć za kraj,
którego imienia nawet nie zna;
zabijać dla tego kraju. oddychać ideą, jakoś tak.

1.
prosiłam, patrz na mnie. bliżej. mocniej, prosiłam.
zabijał, bo kraj tak chciał; mnie nigdy nie zabijał, a przecież
prosiłam.

0.
wszędzie jesteś dookoła. nieobecność wyłazi szparami,
wylewa się z kranu, mam cię jeszcze w ustach,
a na palcach ślady twoich warg. wiesz. ktoś wczoraj zapytał,
gdzie ten chłopiec, co cię głupią chciał.
-ach, mówię, zwiał na rzeź.
kiwnęli mi głową z uznaniem; mogę być dumna, że rąbiesz ludzi 
na kawałki gdzieś daleko stąd.

2.
_to delikatna sprawa jest, wyjaśnia się innym, ścigani przez demony i w ogóle_
a naprawdę są demonami; monstra pożerające własne dzieci,
tak o nich mówią. krwi żądne zwyrodnienia w tkance ziemi wyrosłe.

0.
Zostawił, bo walka wydała się sensowniejsza ode mnie.
A przecież tak niedawno wspólnie wgryzaliśmy się w gardła wrogów,
spijaliśmy z ich karków sine przerażenie.
Zdychaliśmy ramię w ramię, na wpół żywi, z rozdłubywanymi ranami.

3.
ligyrophobia

0.
/ślady jego zębów/
prosiłam, dosięgnij mojej ciemnej cząstki,
sięgał więc krwi, ale nigdy nigdy dość głęboko
/ślady blakną ciemna cząstka pulsuje/

4.
urodziłeś się tchórzem, było widać po oczach 
albo po sposobie, w jaki zasypiałeś tuż obok,
albo po sposobie, w jaki odciskałeś mokre blizny językiem

0.
Zostawił
mnie,
bo poszedł walczyć za kraj,
którego imienia nawet nie zna.

5.
prosiłam, patrz na mnie. nie chciał mnie zabić ani razu
w ten sposób
i w ten sposób
staliśmy się sobie obcy na potęgę.
siwookie monstra wyrosłe z tkanki zawstydzonej ziemi to
byliśmy my.
Wychodziłam wcześniej i traciłam zmysły w każdym śnie:
ślepa, głucha, zaklęta w bezruch.
On wreszcie postanowił wyjechać do obcego kraju,
zabijać dla tego kraju. oddychać ideą, jakoś tak.

0.
wszędzie jesteś dookoła. nieobecność wyłazi szparami,
wylewa się z kranu, mam cię jeszcze w ustach,
a na palcach ślady twoich warg. wiesz. ktoś wczoraj zapytał,
gdzie ten chłopiec, co miał oczy jak ze szkła.
Poszedł krzyczeć za nas oboje
krzyczeć na tych głupich, porcelanowych ludzi.



poniedziałek, 23 maja 2016

Dobić mnie dobić

Leżę drugą godzinę tak. Zła i zmęczona, i śpiąca. I spocona, bo u nas na poddaszu to duszno zawsze w te wiosennoletnie okazje. Ogółem: umierająca. I myślę o tych wszystkich wymówkach do powiedzenia, nigdy jeszcze tylu ludziom nie musiałam tylu aż. Męczące. Nie chce mi się bardziej niż zwykle mi się nie chce. 

Próbuję oczyścić umysł z tych wymówkowych planów i myślę, o czym myśleć, żeby mieć trzy godziny sprawiedliwego snu. 

O czym, no? O Drodze Mlecznej może. I że jestem małą cząstką maleńkości we Wszechświecie. 
Że dom i powinnam czuć ulgę. 

Ale to nie, bo po piątej mnie już w domu nie będzie. Że maj i bzy. O, może to. Jak pięknie pachniał ten przy wjeździe. Ha, ha. 
O tym, że się komuś przychodzi gdzieś jak nocy majowej, nocy uśpionej w jaśminie. 
Że komuś się gdzieś miło dochodzi i ten ktoś jak już zaśnie wykończony, będzie sobie bezkarnie spał do południa. Ach, lubię cieszyć się cudzymi szczęściami. 

O poduszce. O tak. Chyba jednak zasnę. Poduszka, zen, Dalajlama, nindo, civediamo, muszę spakować rano koszulki na dokumenty, skarpetki kostkowe i zabrać zieloną torbę. Ach, ach. 

Ciekawe, czy będzie upalne lato? Zrobimy wreszcie ognisko nad rzeką. Opalę się we Włoszech. Dożyjemy jutra. Och. Już jest jutro. Coś tu nie gra, no nie? Ech.

wtorek, 10 maja 2016

powinnam iść spać

raz widziałam, jak zasnął na krześle
i śnił o oceanach - to na pewno

(jesteś mój, nigdy nie było cię mniej dla świata, bo-
mój tylko)

otworzył oczy, to czaiły się mroki na ich dnie:
patrzył sennie-niesennie (źrenice-noce)

raz widziałam, jak odprowadzał śmierci:
tutaj, mówił cicho i spokojnie, tutaj proszę, nie ma się czego bać

(wszyscyśmy się bali)
a oni pełzli za tym jego cichym i spokojnym,
w siną pełzli noc. on im jak w walcu, na trzy, niespiesznie i lekko, ot - w takt

(raz dwa trzy i znów:
raz dwa trzy pauza)

***
[#songs_to_fuck_to - same durne piosenki z ostatnich paru lat.
nie żebyśmy mieli coś do dzisiaj w ogóle, ale do durności to już tak

raz widziałeś, jak zasnęłam na krześle
i śniłam, że nie ma zmęczenia, że śnić można wiecznie

otworzyłam oczy w twoje oczy, oczy twoje. i nie czaiło się tam nic
z pasji, złości, zasmucenia. jak nie ty

raz widziałeś, jak wychodzę śmierciom naprzeciw.
ot, w takt. raz dwa trzy raz]

[to match ur heartbeat - wpisałam.
raz widziałam, jak wstrzymujesz oddech nad uciekającym życiem.
raz widziałam, jak wstrzymujesz oddech nade mną.

okej, myślałam o twoich dłoniach, o palcach, o kciukach, o skórze za paznokciami
mojej za twoimi
okej, bywa i tak]

raz usiadł na krześle i wlepił we mnie ciemność i duchotę oczami urocznymi.
później na tym krześle zasnął. nie śnił już o oceanach.
we śnie pochylałam się nad nim i pytałam, czy to mu wystarczy

mieliśmy oboje wygórowane wymagania:
on oczekiwał cudów.
ja się cudów bałam

a na dodatek i on
i ja
ściśnięci pod płaszczem kostuchy
jak kukiełki na sznureczkach, służący
raz dwa trzy

raz widzieliśmy się wzajem w martwych jej oczyskach
wystarczyło
wystarczyło

poniedziałek, 30 listopada 2015

cantyousee

Jeśli nie znasz smaku:

bólu, strachu, rozpaczy,

to
nie przychodź do mnie.

Jestem
/który wiecznie płonie /
ogniem

.


Tylko wówczas
tylko wówczas

gdy
przeorany
dotarty do rdzenia
ordzewiały na gorzko
zacierpiały

przywleczesz się
z opadającymi na ziemię niteczkami ciała
i brakiem uśmiechu
co wreszcie nadąża za oczami

gdy powiesz
kłamałem

albo
kochałem

albo
ucierpiałem
cierpiałem

tylko wówczas
twoje porozbijane serce
pokleję
plasterkami
ucałuję każde zagięcie
przetarcie rozdarcie


powiem:
Chodź do mnie, kochanie.

sobota, 21 listopada 2015

IDK

LIKE I SAID


XXXXXXXxxxxxxxx\\

dlaczego dlaczego szczypią mnie oczy
nie
w sensie
że zamawiam płacz
po prostu szczypią
i takie jakieś jakby za dużo morza widziały

och
to to
no właśnie


(piękniałam usidlona przypływem
twojego spojrzenia
no jakkolwiek to brzmi
niech będzie no

j a s n o n i e b i e s k i e

falujące spienione wzburzone
morze twoich oczu
o tak)